Chociaż Svalbard kojarzy się przede wszystkim z fenomenalną przyrodą, dziedzictwo kulturowe archipelagu jest równie unikalne. Według informacji dostępnych na stronie UNESCO World Heritage Centre, na Dalekiej Północy próżno szukać miejsc, które mogłyby mierzyć się ze Svalbardem pod względem nagromadzenia i różnorodności zabytków kultury nie będących wytworami rdzennej ludności, bo takiej na archipelagu nigdy nie było. Kim więc byli twórcy dzisiejszych zabytków, skąd się wzięli na Svalbardzie, co właściwie po sobie pozostawili i skąd wiemy o nich to, co wiemy?

Odpowiedzi na te pytania szukaliśmy w ramach projektu 3D Laser Scanning for Svalbard’s Heritage Preservation (RiS ID: 11464). Pełna nazwa projektu to jednocześnie telegraficzny skrót jego głównych założeń. Na co dzień korzystamy jednak z nieco krótszej i przyjaźniejszej dla ucha nazwy alternatywnej:

NEW DIMENSIONS

Już na pierwszy rzut oka widać, że tym razem nie nie chodziło o śmieci morskie. Co ciekawe jednak, to właśnie projekt Sørkapp Marine Litter Cleanup, a konkretniej – niedobory informacyjne, z którymi zmagaliśmy się podczas jego realizacji, stały się bezpośrednią inspiracją dla nowego przedsięwzięcia.

Według oficjalnej definicji, dziedzictwo kulturowe Svalbardu to wszelkie ślady działalności człowieka, w tym miejsca z nią związane, pochodzące sprzed roku 1946. W rezultacie, lista zabytków kultury jest długa i niezwykle zróżnicowana, zarówno pod względem typu obiektów, jak i ich aktualnej kondycji. Jeszcze do niedawna, kluczową rolę w ich ochronie odgrywał klimat. Dziś sytuacja ma się niestety inaczej. Wyższe temperatury, większa wilgotność, gwałtowne sztormy i wzmożona erozja wybrzeży (będące skutkiem zmian klimatu) sprawiły, że wiele elementów miejscowego dziedzictwa kulturowego stanęło w obliczu zniszczenia. A ponieważ prace terenowe w obrębie archipelagu stanowią poważne wyzwanie logistyczne, finansowe i fizyczne, sporej części z nich nie badano od dziesięcioleci. W rezultacie, dostępna dokumentacja była niekompletna, faktyczna kondycja obiektów nieznana, a ryzyko nieodwracalnych strat coraz poważniejsze. Fundacja forScience postanowiła więc działać.

Z pomocą zaawansowanych, nieinwazyjnych metod dokumentacji przestrzeni, zespół forScience utrwalił w formie cyfrowej aktualny stan wybranych zabytków kultury w rejonie południowego Spitsbergenu, ich wygląd, właściwości przestrzenne oraz kontekst środowiskowy.

Bułka z masłem? Nie zupełnie, bo plan mieliśmy niezwykle ambitny, a pogodę – wybitnie kapryśną. Przez cały czas trwania prac terenowych, borykaliśmy się z naprzemiennymi okresami silnego wiatru i mgły. Te pierwsze utrudniały poruszanie się po zdradzieckich wodach przybrzeżnych południowego Spitsbergenu, te drugie uniemożliwiały skuteczną realizację zadań projektowych. Innymi słowy,  łatwo nie było, ale zespół forScience wychodził już obronną ręką z większych opresji, więc i tym razem poradziliśmy sobie znakomicie.

Podsumowanie projektu New Dimensions w liczbach

Mamy nadzieję, że zebrane przez nas materiały zainteresują ekspertów, a tym samym posłużą jako podłoże do dalszych badań, pomogą dostroić istniejące strategie ochrony zabytków do zmieniających się warunków i przyczynią się do uratowania tych obiektów, które jeszcze uratować można. Ale eksperci to nie jedyna grupa docelowa projektu New Dimensions. Drugą – równie ważną – tworzą wszyscy, którzy chcieliby dowiedzieć się o Svalbardzie czegoś nowego, a więc zdaje się, że i Ty. To właśnie z myślą o Was, z surowych danych projektowych stworzyliśmy opowieść o kulturze, naturze, a nade wszystko chyba – naturze ludzkiej. Nie daj się więc namawiać, teraz albo nigdy. Życzymy ciekawej lektury.

Poniższe teksty to próba zarysowania kontekstu, w jakim powstał i realizowany był projekt New Dimensions. Aż tyle i tylko tyle. Zespół forScience nie pretenduje do rangi wybitnych znawców tematu. Posiłkując się opiniami faktycznych znawców, zaczerpniętymi z polsko- i angielskojęzycznych źródeł, przedstawiamy co ważniejsze wątki w sposób możliwie rzetelny i bezstronny. Nie jest to jednak opis wyczerpujący, ani tym bardziej specjalistyczna rozprawa naukowa. Jest to zbiorek popularnonaukowych tekstów dla zainteresowanych tematem niefachowców i mamy nadzieję, że – jako taki – da Ci trochę intelektualnej frajdy, a przy tym pomoże zrozumieć, że niezwykłość zabytków Svalbardu leży zupełnie nie tam, gdzie większość jej szuka.

Przyjdzie czas, gdy po wielu latach (…) niezmierzona ziemia poznaną zostanie, przyjdzie czas, gdy marynarze odkryją nowe kraje, a Ultima Thule nie będzie już nosić miana krańca świata.

Według powszechnie przyjętej wersji wydarzeń, pierwszymi ludźmi, których oczom ukazały się górskie wierzchołki dzisiejszego Svalbardu byli holenderscy żeglarze z Willemem Barentsem na czele. Miało to miejsce 17 czerwca 1596 roku i było dziełem zupełnego przypadku. Barents nie pożeglował bowiem na północ by odkrywać nowe lądy. Wręcz przeciwnie. Członkowie wyprawy, w której brał udział, przeczesywali północne krańce mapy w poszukiwaniu otwartej wody, a konkretniej, nowej drogi morskiej na Daleki Wschód.

Górzyste wybrzeże południowego Spitsbergenu
© Barbara Jóźwiak, Fundacja forScience

W odkryciu archipelagu pomogły im niewątpliwie przyzwoite, jak na tę szerokość geograficzną, warunki lodowe. Dziś wiemy, że są one efektem ciepłego prądu morskiego, zwanego zachodniospitsbergeńskim, który obmywa południowo-zachodnie wybrzeża Svalbardu, łagodząc surowość polarnego klimatu. Pokazują to wyraźnie stare mapy zasięgu lodu morskiego, na których równolegle do zachodniej granicy lądu ciągnie się pokaźna szczerba mniej lub bardziej żeglownej wody, sięgająca aż do równoleżnika 81° i dalej. I choć stare oznacza tu w najlepszym wypadku sprzed kilkudziesięciu lat, można sądzić, że w XVI wieku sytuacja miała się z grubsza podobnie. Dziś wiemy również, że odkrycie Svalbardu, było ostatnim odkryciem Barentsa. Kilka miesięcy później jego statek utknął w lodach w pobliżu Nowej Ziemi, gdzie nie można już liczyć na przychylność ciepłych prądów. Tam, w czerwcu 1597 roku, historia odkrywcy dobiegła końca. Dla odkrytych przez niego ziem był to jednak dopiero początek.

Pobłogosławił ich Bóg i powiedział do nich: "Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, i zapełniajcie ziemię, żeby uczynić ją sobie poddaną. Panujcie więc nad rybami morskimi i nad ptactwem niebieskim, i nad wszelkim zwierzęciem pełzającym po ziemi."

Co ciekawe, wydarzeniem, które przestawiło zwrotnicę losów Svalbardu, był nie tyle fakt odkrycia go przez Holendrów, co obwieszczenie natury przyrodniczej, które odbiło się echem po Europie dekadę później. Jego autorami byli Anglicy Henry Hudson i Jonas Poole, którzy niezależnie od siebie pożeglowali na Daleką Północ gnani, między innymi, pragnieniem odkrycia tego, czego Barentsowi odkryć się nie udało. Czego dotyczyły ich rewelacje? Płynnego złota północy, czyli wielorybów, które w ówczesnej Europie stanowiły receptę na szybki zysk.

Mapa Spitsbergenu sporządzona w 1625 roku przez Thomasa Edge’a odzwierciedla powszechne w tym czasie przekonanie, że odkryte przez Barentsa ziemie były częścią Grenlandii, dając przy tym wgląd w ówczesne praktyki łowieckie.

Chociaż zawłaszczanie nowo odkrytych ziem było powszechną i zgodną z prawem praktyką, Holendrzy nie skorzystali z okazji, by ogłosić odkryte przez siebie wyspy nową prowincją Holandii. Odrzucili też wszelkie roszczenia wysuwane przez inne państwa Europy, powołując się na doktrynę Mare Liberum, czyli zasadę wolności mórz. W teorii więc wody Svalbardu stały otworem dla wszystkich owładniętych gorączką (płynnego) złota. Stawka okazała się jednak na tyle wysoka, że wkrótce doszło tam do gwałtownych przepychanek o strefy wpływów, które koniec końców podzielone zostały między najpotężniejszych graczy.

Zaczynają się dociekania i kłótnie, kto był pierwszy na tych wodach, kto ma większe prawa do połowów. Anglicy, Holendrzy, Francuzi, Duńczycy i Hiszpanie wiodą zacięte spory. Zwycięża wreszcie prawo pięści. Kto silniejszy, ten zdobędzie bogatszy łup. (…) Wkrótce na wodach Szpicbergenu zaczynają się pojawiać okręty wojenne, zbrojne w groźne armaty, które zapewnić mają lepszą zdobycz statkom wielorybniczym pływającym pod banderami zainteresowanych państw. Biorąc pod uwagę, że jeden duży wieloryb przynosił około osiemnastu tysięcy kilogramów tłuszczu, fiszbin, a czasami bezcenną ambrę i biel wielorybią, zrozumiała staje się ta zajadła, bezwzględna walka o zysk.

O tym, do czego doprowadziło zderzenie europejskiej zachłanności z arktyczną przyrodą opowiadaliśmy już w artykule Nic oprócz gór i ostrych szczytów, dlatego tym razem nie będziemy zagłębiać się w szczegóły. Dość powiedzieć, że proces eksploatacji biologicznych zasobów środowiska, który rozpoczął się na Svalbardzie w roku 1612 wraz z przybyciem pierwszych Europejczyków, był w praktyce krwawą jatką. Ponurą sztafetą, w której angielscy i holenderscy wielorybnicy już w połowie XVII wieku zmuszeni byli przekazać pałeczkę Pomorcom znad Morza Białego, a ci z kolei oddali ją na przełomie XVIII i XIX wieku norweskim traperom. Zyski malały lecz proces, w wyniku którego wiele miejscowych gatunków stanęło na skraju całkowitego wyniszczenia, trwał. Zakończył się dopiero w roku 1973, kiedy do listy gatunków objętych pełną lub częściową ochroną, na której od niedawna znajdowały się już renifery, pardwy, gęsi, lisy polarne, wale grenlandzkie i morsy, dopisano również niedźwiedzia polarnego. Trwające przeszło trzy i pół wieku komercyjne polowania wreszcie dobiegły końca.

Tak, w telegraficznym skrócie, rysuje się oficjalna wersja wczesnej historii Svalbardu. Oficjalna nie oznacza jednak jedyna. Zanim jeszcze norwescy traperzy złożyli broń w obliczu nowych przepisów, temat wczesnej działalności człowieka w obrębie archipelagu trafił na warsztat uczonych, którzy zaczęli wnet kwestionować powszechnie przyjętą kolejność wydarzeń. Zaproponowane wówczas scenariusze alternatywne cofały moment odkrycia Svalbardu o dziesiątki, setki, a nawet tysiące lat, wysuwając coraz to nowych kandydatów do tytułu faktycznego odkrywcy. I chociaż, zgodnie z informacjami zawartymi w dostępnych źródłach historycznych, oficjalną palmę pierwszeństwa niezmiennie dzierży Willem Barents, fakt ten przez lata budził w pewnych kręgach wiele emocji. Nie tylko naukowych.

Tekst: Barbara Jóźwiak, Fundacja forScience

Chcesz dowiedzieć się jeszcze więcej? Nic prostszego!

Terytorium Svalbardu przez znaczną część swojej historii uznawane było powszechnie za terra nullius, czyli ziemię niczyją. Stopniowy wzrost strategicznego i ekonomicznego znaczenia archipelagu sprawił jednak, że rozwiązanie, które sprawdzało się nie najgorzej przez trzy stulecia, przestało być uznawane za optymalne. Wątpliwości wobec formalnoprawnego statusu Svalbardu zgłaszały przede wszystkim Norwegia (która wyraźnie chciała przejąć zwierzchnictwo nad tym obszarem) i Rosja (która za wszelką cenę chciała temu zapobiec). Negocjacje w tej sprawie, rozpoczęte z inicjatywy Norwegów jeszcze w pierwszej dekadzie XX wieku, toczyły się z przerwą na wojnę aż do roku 1920. Trudno powiedzieć, która debata miała większy wpływ na którą – polityczna na historyczną, czy historyczna na polityczną. Lecz to, że miały na siebie wzajemny wpływ, wydaje się nieuniknione.

Jestem przekonany, że w przypadku Svalbardu tożsamość odkrywcy ma znaczenie. Odpowiedź na pytanie kto odkrył te ziemie ma nie tylko implikacje historiograficzne, ale też konsekwencje ekonomiczne i polityczne. I, oczywiście, vice versa. Potencjalne interesy ekonomiczne i polityczne mogą mieć wpływ na sposób, w jaki historia jest rozumiana i komunikowana.

~ SCENARIUSZ POMORSKI ~

Według pierwszego z trzech proponowanych scenariuszy alternatywnych, to nie Holendrzy, a Pomorcy – czyli rosyjscy łowcy, pochodzący z okolic Morza Białego – dotarli na Svalbard jako pierwsi. Mieli uprzedzić Barentsa o ledwie kilka dekad, choć pojawiały się też koncepcje, według których rozgościli się na Svalbardzie jeszcze w XV wieku. Jak można się spodziewać, autorami i najgorętszymi zwolennikami hipotezy o przedbarentsowskiej penetracji archipelagu przez Pomorców byli Rosjanie. Utrzymywali oni, że enigmatyczny Grumant, na który Pomorcy zapuszczali się ponoć regularnie już w latach 70-tych XVI wieku, był niczym innym jak właśnie Svalbardem. Przypieczętowali nawet tę interpretację nadając nazwę Grumant jednemu z własnych miasteczek górniczych, które powstały akurat na Svalbardzie. Lecz choć ich scenariusz miał przypuszczalnie podstawy naukowe, widać w nim było aż nazbyt inspiracje patriotyczno-polityczne. Pierwszeństwo na Svalbardzie niosło bowiem ze sobą nie tylko prestiż odkrywcy, ale – zważywszy na toczący się właśnie spór o zwierzchnictwo nad archipelagiem – również i potencjalne implikacje natury prawnej i ekonomicznej. Trudno się więc dziwić, że Rosjanie nie szczędzili energii i grosza na poszukiwanie dowodów, niezbędnych aby przekuć hipotezę w fakty. Szukali ich na pożółkłych mapach, w ludowych gawędach i zapomnianych archiwach, a także – rzecz jasna – na Svalbardzie.

Grumant – rosyjskie miasteczko górnicze na Svalbardzie, opuszczone od 1965 roku
© Barbara Jóźwiak, Fundacja forScience

Człowiekiem, który odegrał w tym procesie największą rolę był Vadim F. Starkov, archeolog z Rosyjskiej Akademii Nauk, który swoje konkluzje zbudował w dużej mierze w oparciu o dendrochronologię. Mówiąc prościej, Starkov określał wiek rozsianych wzdłuż wybrzeży Svalbardu pomorskich chat, określając wiek drewna, z którego zostały zbudowane. A że część pobranych próbek wskazywała na to, że drzewa, z których pochodziły, ścięto w pierwszej połowie XVI w., Starkov znalazł czego szukał. Jego wnioski przekonały jednak tylko przekonanych. Reszta środowiska naukowego uznała, że interpretacja Starkova oparta jest na tak wątpliwych założeniach i budzi tak wiele poważnych zastrzeżeń co do metodologii, że w proponowanym kształcie trudno traktować ją poważnie.

Warto podkreślić, że powszechne odrzucenie interpretacji Starkova nie neguje wcale polarnego kunsztu Pomorców, którzy radzili sobie w Arktyce znakomicie. Znacznie lepiej niż współcześni im mieszkańcy zachodniej Europy. Pierwsi żeglarze, którzy w XVI wieku docierali z Zachodu na Daleką Północ, na każdym kroku natykali się na ich ślady. Miało to jednak miejsce na wschód od Svalbardu, głównie w rejonie Morza Karskiego i Nowej Ziemi. I choć można przypuszczać, że dla takich zuchów jak Pomorcy podróż z Nowej Ziemi na Svalbard nie byłaby szczególnym wyczynem, niepoparta dowodami teoretyczna możliwość, że mogli tam dotrzeć przed Barentsem, z naukowego punktu widzenia nie może konkurować z faktami.

~ SCENARIUSZ SKANDYNAWSKI ~

Brak niezbitych dowodów dawał się również we znaki zwolennikom drugiego scenariusza alternatywnego, zgodnie z którym Svalbard odkrył nie Barents i nie Pomorcy, a Wikingowie, którzy mieli tam dotrzeć jeszcze w XII wieku. Bezpośrednią inspiracją dla tej hipotezy były skandynawskie kroniki i sagi, w których tu i ówdzie znaleźć można zdawkowe wzmianki o tajemniczych „zimnych brzegach”, w okolicach, które dziś jednoznacznie kojarzą się ze Svalbardem. Twórcami tej hipotezy byli, jak już się pewnie domyślasz, Norwegowie, a w jej promocję zaangażowali się nie tylko czołowi norwescy uczeni, lecz również polarni celebryci, z Fridtjofem Nansenem na czele. Czy Wikingowie byli w stanie dopłynąć na Svalbard? Prawdopodobnie tak. Ślady ich wizyt znaleźć można przecież nawet w dzisiejszej Kanadzie. Czy faktycznie tam dopłynęli? Nie wiadomo, bo potwierdzenia tej koncepcji nie udało się jak dotąd odnaleźć.

Naukowcy teoretyzowali, że owszem, Wikingowie dotarli na Svalbard, ale nic tam po sobie nie zostawili, bo bezdrzewne pustkowie nie miało łasym na drewno żeglarzom nic do zaoferowania. Inni twierdzili, że namacalne dowody obecności Wikingów w strefie brzegowej mogły zostać zmyte do morza w następstwie ruchów izostatycznych związanych z ochłodzeniem Svalbardu po średniowiecznym optimum klimatycznym. Mówiąc prościej, niższe temperatury, które przyszły po kilkusetletnim okresie ocieplenia, spowodowały zwiększenie masy lodowców i stopniowe obniżenie wybrzeża, a tym samym zatopienie terenów – i dowodów – które mogły być dla sprawy kluczowe. Tak czy siak, badacze szukający potwierdzenia hipotezy o odkryciu Svalbardu przez Wikingów wracali z terenu z niczym. Scenariusz skandynawski, tak jak scenariusz pomorski, do dziś pozostaje więc jedynie niepotwierdzonym przypuszczeniem.

Tyle jeśli chodzi o naukę. Ale nauka to nie wszystko. Znów trzeba bowiem wziąć pod uwagę szeroko rozumiane interesy narodowe. Nawet jeśli hipoteza skandynawska nie była ich bezpośrednim odbiciem, doskonale się w nie wpisywała, bo pierwszeństwo na wyspach i jako taka ciągłość tradycji stanowiły świetne uzasadnienie norweskich roszczeń do Svalbardu. Wyraźnie wzmacniały też poczucie tożsamości i dumy narodowej.

Mnóstwo fachowej i niefachowej energii włożono w próby udowodnienia, że skandynawscy żeglarze odkryli te ziemie na długo przed Barentsem. Oczywista stronniczość norweskich opracowań historycznych z tego okresu jest niemal żenująca z dzisiejszego punktu widzenia. Jest też wyraźnie powiązana z interesami politycznymi i ekonomicznymi, a także z nieukrywanym nacjonalizmem.

Trudno powiedzieć, czy niepoparta dowodami hipoteza skandynawska i oparta na niej propaganda wpłynęła na kształt traktatu, na mocy którego w 1925 roku Królestwo Norwegii faktycznie objęło zwierzchnictwo nad lądem, który wtedy wciąż nosił nadaną mu przez Barentsa nazwę Spitsbergen. Nie ulega jednak wątpliwości, że miała wpływ na podjętą jeszcze w tym samym roku decyzję władz norweskich o przemianowaniu Spitsbergenu na Svalbard. To właśnie słowo svalbardi oznacza bowiem w języku Wikingów zimne brzegi, od których wszystko się zaczęło. Współczesna nazwa archipelagu, zaczerpnięta z nordyckich legend, sankcjonuje zatem teorię, której – jak już wiesz – naukowcom potwierdzić się nie udało.

~ SCENARIUSZ MEZOLITYCZNY ~

Ostatni scenariusz alternatywny cofa moment odkrycia Svalbardu aż do epoki kamienia, a konkretniej – do trzeciego tysiąclecia przed naszą erą. Inspiracją dla tej hipotezy były na pozór pospolite odłamki skalne, w których uczeni rozpoznali krzemienne artefakty, typowe dla dawnych pasterzy reniferów. I tym razem jednak przedstawione dowody okazały się niewystarczające. Kawałki krzemienia, które dla jednych badaczy były ewidentnym wytworem rąk ludzkich, dla innych stanowiły jedynie kolejne świadectwo nieprzewidywalności sił natury. A że pomocniczych dowodów na potwierdzenie tego scenariusza nie znaleziono, podzielił on wkrótce los dwóch poprzednich. Znów warto jednak zaznaczyć, że brak dowodów nie jest sam w sobie dowodem. Choć obecność mezolitycznych pasterzy na Svalbardzie nie została potwierdzona, nie oznacza to bynajmniej, że na 100% ich tam nie było.

Dla archeologów jest rzeczą oczywistą, że Spitsbergen powinien dawać możliwość natrafienia na przedmioty z epoki kamienia. W północno-wschodniej Grenlandii ludzie żyli przez długi czas w znacznie surowszych warunkach. Jeśli więc człowiek nie przywędrował za reniferami na Ziemię Franciszka Józefa i Svalbard, jest to jedyne miejsce na świecie, gdzie to się nie stało.

Choć droga na wyspy przez zamarznięte morza była równie długa, co ryzykowna, wiemy – i to na pewno – że nie była niemożliwa. Potwierdzenie tych słów znaleźć można w kodzie genetycznym miejscowych reniferów, które, jak się okazuje, są nie tak dalekimi (z perspektywy ewolucji) kuzynami kanadyjskich karibu. Na Svalbard przybłąkał się też przynajmniej jeden renifer z północnej Syberii i choć wycieczka w nieznane nie wyszła mu na dobre (bo zginął wkrótce od kulki myśliwego), to pokazała, że piechotą na Svalbard można było w teorii dotrzeć również ze wschodu. Skoro więc renifery dały radę, to człowiek, który w przeciwieństwie do nich mógł zabrać z domu prowiant na drogę i uzupełniać zapasy w trakcie podróży, powinien tym bardziej dać radę. Żeby jednak dotrzeć na Svalbard i skutecznie się tam osiedlić, potrzeba było znacznie więcej niż kilku śmiałków i worka jedzenia. Długoterminowy sukces reprodukcyjny w nowym miejscu wymagałby grupy złożonej z kilkuset osób, a to już nie wycieczka, a regularna migracja, na którą w tych warunkach ciężko się zdecydować. Cóż bowiem z tego, że Svalbard – ze znośnym, jak na Arktykę, klimatem i bogactwem kluczowych surowców – stwarzał dogodne, luksusowe niemal warunki do życia, skoro w epoce kamienia nikt o tym nie wiedział.

Chociaż każda z trzech alternatywnych koncepcji wczesnej historii Svalbardu jest mniej lub bardziej prawdopodobna, wszelkie próby ich naukowego potwierdzenia spełzły na niczym, a badacze – w obliczu porażki – sięgnęli ostatecznie po inny zestaw pytań. Bo choć te o pierwszeństwo na wyspach cieszyły się szczególnym powodzeniem, na odpowiedź czekało też całe mnóstwo innych. Pod lupę historyków i archeologów trafiło wnet zachodnioeuropejskie wielorybnictwo i działalność łowiecka Pomorców znad Morza Białego. Prosto jednak i tym razem nie było, bo nowe pytania szły w parze z pokaźnym zestawem nowych wyzwań.

Tekst: Barbara Jóźwiak, Fundacja forScience

Kiedy próby potwierdzenia hipotez o przedbarentsowskiej penetracji Svalbardu przez Pomorców, Wikingów i mezolitycznych pasterzy reniferów spełzły na niczym, a spór o pierwszeństwo utknął w martwym punkcie ze względu na brak dowodów, badacze sięgnęli po inny zestaw pytań. Dotyczyły one nie samego odkrycia Svalbardu, a późniejszej eksploatacji jego zasobów, skupiając się w dużej mierze na dwóch odrębnych zagadnieniach. Pierwszym było zachodnioeuropejskie wielorybnictwo, które rozwinęło się na Svalbardzie w XVII wieku. Rozwój ten był równie gwałtowny, co chwilowy. Stacje opustoszały już w latach 1650-tych, kiedy w wyniku nadmiernej eksploatacji przybrzeżnych łowisk, wielorybnicy zmuszeni byli przenieść się na otwarte morze. Drugim zagadnieniem była działalność łowiecka Pomorców, którym na wyspach powodziło się szczególnie dobrze w XVIII wieku. W połowie wieku XIX już ich tam jednak nie było, do czego przyczyniły się prawdopodobnie zawirowania polityczne w obrębie ówczesnego Imperium Rosyjskiego. Lecz chociaż obie grupy funkcjonowały na Svalbardzie w stosunkowo niedawnej przeszłości, znalezienie odpowiedzi na dotyczące ich pytania okazało się nie lada wyzwaniem. Dlaczego? Już wyjaśniamy.

Svalbard nie był celem samym w sobie. Ludzi gnała tam żądza zysku. A że archipelag, jako ziemia niczyja, do 1925 roku pozbawiony był zwierzchnictwa, a tym samym nadzoru, kto mógł brał stamtąd ile mógł póki mógł. Póki było co brać. Wczesna działalność człowieka w rejonie Svalbardu kształtowana była głównie, jeśli nie wyłącznie, potrzebami ówczesnego rynku. Względów ekologicznych nie brano pod uwagę, pojęcie zrównoważonego gospodarowania zasobami nie istniało, a pragnienie faktycznego poznania nieznanego przyświecało nielicznym. Gdyby miejscowa fauna była mniej obfita lub obejmowała mniej atrakcyjne gatunki, nikt raczej by się na Svalbard nie pchał, a jego historia potoczyłaby się zapewne inaczej. Archipelag był jednak istną skarbnicą cennych surowców, a perspektywa godziwego zarobku pchała ludzi ku jego niegościnnym brzegom mimo czyhających tam trudów i niebezpieczeństw. Chęć zysku stanowiła wspólny mianownik przeważającej części podejmowanych tam działań, bez względu na to kto i kiedy je podejmował. Ponieważ jednak arktyczne łupy można było spieniężyć dopiero na kontynencie, wczesna działalność człowieka na Svalbardzie miała jeszcze jedną charakterystyczną cechę: tymczasowość.

Kolonizacja Svalbardu nie powiodła się. Nikt nie chciał się tu dobrowolnie osiedlić. Straszliwy, według ówczesnej opinii, kraj północy przeznaczono na kolonię karną dla zbrodniarzy, którym zamieniono karę śmierci na zesłanie. Gdy jednak z angielskiego okrętu wysadzono na zimne brzegi grupę skazańców, wszyscy padli na kolana, błagając, żeby ich zabrano z powrotem do Anglii i tam stracono, nie każąc umierać w straszliwych męczarniach podczas polarnej zimy.

Mimo stosunkowo łagodnych warunków klimatycznych panujących na Svalbardzie, rejon ten nie sprzyjał stałemu osadnictwu. Aż do czasów współczesnych, obecność człowieka na wyspach była zjawiskiem sezonowym bądź krótkoterminowym. Żadna z działających tam grup nie była całkowicie samowystarczalna. Żadna nie potrafiła funkcjonować na dłuższą metę bez wsparcia z kontynentu. Nawet dziś zresztą, mieszkańcy Svalbardu są całkowicie zależni od dóbr importowanych z zewnątrz. W XVII i XVIII wieku, kiedy zdobycze cywilizacyjne, które koniec końców umożliwiły zasiedlenie Svalbardu, były wciąż pieśnią przyszłości, człowiek przybywał na wyspy wyłącznie celem (rabunkowej zazwyczaj) eksploatacji miejscowych zasobów, po czym wracał do domu, którym ta lodowa kraina nigdy nie była. W rezultacie, tylko niektóre praktyki stosowane powszechnie w rodzinnych stronach przeszczepione zostały na nowy, svalbardzki grunt i nawet one podlegały modyfikacjom wymuszonym miejscowymi warunkami. Aby skutecznie prowadzić działalność łowiecką, wielorybnicy i myśliwi musieli, co prawda, stworzyć odpowiednie zaplecze w postaci budynków mieszkalnych, obiektów przetwórczych i urządzeń „portowych”, ale miały one pełnić swoje funkcje przez kilka tygodni, miesięcy, może kilka lat. I tylko na tyle solidnie je budowano.

Warto też zauważyć, że triumfalny powrót po zakończonym sezonie wcale nie był rzeczą oczywistą, tym bardziej, że organizatorzy wypraw nie zawracali sobie głowy arktycznym BHP. Żeby wrócić do domu z cennymi łupami, żeby w ogólne wrócić, ciągnący na Svalbard śmiałkowie musieli być ulepieni z odpowiedniej gliny. Musieli być dzielni, twardzi i bezwzględni. Przenikliwość umysłu i lekkość pióra, cechujące rasowych kronikarzy, a nawet oczywista dziś umiejętność pisania, nie były wymagane. Poza tym, ekstremalne warunki, w jakich przybyłym na Svalbard ludziom przychodziło funkcjonować sprawiały, że nawet ci, którzy dysponowali odpowiednimi umiejętnościami i wrażliwością, nie rwali się raczej by pisać obszerne relacje, sporządzać skrupulatne sprawozdania, czy choćby prowadzić osobiste zapiski na temat blasków i cieni polarnego życia. W rezultacie, drastycznie brakowało materiałów, które parę wieków później mogłyby awansować do rangi pisanych źródeł historycznych i rzucić więcej światła na co bardziej dyskusyjne aspekty historii Svalbardu.

W pobliżu każdej rosyjskiej chaty człowiek natyka się na groby. Nie sposób ich jednak odróżnić od grobów wielorybników i żeglarzy, których nieprzebraną mnogość znaleźć można wzdłuż całego wybrzeża Spitsbergenu.

Sytuacja zmieniła się dopiero za czasów norweskich traperów, którzy pozostawili po sobie nie tylko mnóstwo materiałów archiwalnych, lecz także chaty, z których kilka do dziś ma się całkiem dobrze, bo zdążono na czas objąć je ochroną. A co w połowie XX wieku pozostało na Svalbardzie po zachodnioeuropejskich wielorybnikach i pomorskich łowcach znad Morza Białego? Ruiny. Liczne, to fakt, ale zachowane na tyle słabo, że historycy i etnografowie niewiele mieli na ich podstawie do powiedzenia.

Kiepska kondycja najstarszych zabytków Svalbardu była w dużej mierze konsekwencją ich tymczasowego charakteru. Ten wynikał nie tylko z ograniczonych potrzeb, lecz również – jeśli nie przede wszystkim – z ograniczonych możliwości. Wielorybnicy, myśliwi i traperzy mieli, co prawda, do dyspozycji całe mnóstwo kamieni oraz drewno dryftowe, którego na ich szczęście na wyspach nie brakowało. Poza tym, jednak, polegali na materiałach i sprzętach, które przywozili ze sobą. Trudno się więc dziwić, że obiekty nienadające się już do użytku, ani nawet do remontu, stawały się czymś na kształt marketów budowlanych, które stopniowo ogałacano ze wszystkiego, co tylko mogło się jeszcze przydać. Zdarzało się też, że pozostawione bez opieki konstrukcje, padały ofiarą nieuczciwej konkurencji. Taki los spotkał, między innymi, jedne z pierwszych angielskich obiektów wielorybniczych w rejonie Hornsundu oraz wiele monumentalnych pomorskich krzyży, które norwescy traperzy ścinali siekierami, chcąc pozbyć się symboli własności terytoriów łowieckich, które sukcesywnie przejmowali.

Właściwie każdy, kto przebywał na wyspach, czuł się upoważniony, by zabierać z dawnych miejsc wszystko, co uznał za przydatne. Z dzienników i innych źródeł wiemy, że norwescy traperzy, którzy bywali fatalnie wyposażeni, doposażali się w niegdysiejszych stacjach wielorybniczych i lokalizacjach zajmowanych przez rosyjskich Pomorców.

Nie bez znaczenia dla stanu dawnej infrastruktury były też oczywiście procesy naturalne i niezbyt gościnny miejscowy klimat. Bo choć wieloletnia zmarzlina uznawana jest powszechnie za sojusznika w procesie ochrony zabytków, jej zbawienny wpływ sięga nieco tylko ponad poziom gruntu. W rezultacie, jeszcze w XX wieku przyziemne partie starych konstrukcji drewnianych miały się całkiem dobrze. A reszta? Jaka reszta? Z tym, czego nie zabrali ludzie, uporały się z czasem wszędobylska wilgoć, siarczyste mrozy oraz zajadłe wichury i śnieżyce. W wielu miejscach po reszcie nie było już ani śladu. Żeby więc odkryć tajemnice zrujnowanych zabytków, nie wystarczyło przyjrzeć im się z wierzchu. Trzeba było zajrzeć pod warstwy zalegających na ruinach osadów, przestudiować znalezione tam przedmioty, wziąć pod lupę bielejące kości, wyciągnąć wnioski i połączyć je w spójną całość. A to już robota dla archeologów. Lecz choć metody archeologiczne pozwoliły w pewnym stopniu pokonać ograniczenia wynikające z deficytu historycznych materiałów źródłowych, niosły one ze sobą nowe problemy.

Tekst: Barbara Jóźwiak, Fundacja forScience

Dziedzictwo kulturowe Svalbardu to nie twierdze, fortece i pałace, lecz skromne pozostałości infrastruktury, dzięki której człowiek przez wieki zapamiętale eksploatował miejscowe bogactwa. To fascynujący, choć dość ponury kolaż obyczajów, norm i praktyk, którego najstarsze elementy pamiętają XVII-wiecznych wielorybników, a najmłodsze służyły rówieśnikom naszych dziadków. To świadectwo ludzkiej zachłanności i braku skrupułów, a zarazem imponującego hartu ducha i zaradności. Wreszcie – to pamiątka splotu decyzji, przedsięwzięć, działań i zaniechań, w wyniku których dzisiejszy Svalbard jest właśnie tym, czym jest. I choć bez trudu można się nim cieszyć nie wiedząc absolutnie nic o jego zabytkach, to właśnie one nadają wyjątkowości arktycznym plenerom.

Trudno się więc dziwić, że elementy dziedzictwa kulturowego – nawet te najskromniejsze i najbardziej zmurszałe – są na Svalbardzie chronione prawem. Kluczowym dokumentem regulującym tę kwestię jest Svalbard Environmental Protection Act, który omawia temat zabytków i ich ochrony krótko, zwięźle i zaskakująco klarownie. W dokumencie czytamy, że dziedzictwo kulturowe Svalbardu to wszelkie ślady działalności człowieka, w tym miejsca z nią związane, pochodzące sprzed roku 1946. Dodatkowo, automatyczną ochroną objęte są pozostałości ludzkich grobów, w tym krzyży oraz mniej lub bardziej prowizorycznych nagrobków, a także – rzecz jasna – ludzkie kości i ich fragmenty, bez względu na wiek. Ta sama zasada tyczy się szczątków miejscowych zwierząt, ale tylko tam, gdzie ginęły na dużą skalę z ręki człowieka. Chodzi tu przede wszystkim o cmentarzyska morsów w miejscach masowych polowań oraz o kości wielorybów w pobliżu dawnych stacji wielorybniczych.

Co wolno w miejscach chronionych? Dobrze się przyjrzeć, pstryknąć kilka zdjęć, podumać o dawnych czasach. Czego nie wolno? Tego samego, za co ochrona wlepiłaby Ci mandat na Wawelu albo w Tadż Mahal. Zgodnie z obowiązującymi na Svalbardzie przepisami, elementów dziedzictwa kulturowego nie wolno niszczyć, czyli bez niespodzianek. Oznacza to zakaz rozkopywania, przenoszenia, usuwania, bądź jakiejkolwiek innej ingerencji w ich kształt lub charakter – a także podejmowania działań, które mogłyby do tego doprowadzić. Trzeba też wziąć poprawkę na to, że powyższe zasady postępowania dotyczą nie tylko samych zabytków, ale również 100-metrowej szerokości strefy bezpieczeństwa, okalającej każdy z nich.

Podstawowa zasada ochrony zabytków kultury na Svalbardzie jest niezwykle prosta – NIE NISZCZ

Sęk w tym, że choć zasady te nie wykraczają poza granice zdrowego rozsądku i dobrego smaku, identyfikacja elementów dziedzictwa kulturowego na Svalbardzie bywa zaskakująco trudna. Ochrona prawna, której podlegają rzadko kiedy idzie w parze z aktywną konserwacją, dlatego po wielu zabytkowych obiektach i przedmiotach pozostało z czasem tak niewiele, że dziś łatwiej się o nie potknąć niż rozpoznać w nich świadectwo historii. A żeby coś skutecznie chronić, trzeba przecież najpierw wiedzieć, że jest.

Powyższe podejście do ochrony zabytków mąci w głowach nawet w przypadku obiektów, których istnienie nie budzi wątpliwości. Problem tkwi bowiem w sposobie podania. Większość z nas przywykła oglądać dziedzictwo kultury w zabytkowych dzielnicach miast, muzeach czy skansenach. Tablice informacyjne, bilety, barierki i kamery błyskawicznie przełączają nas na tryb ostrożny, który umożliwia dalsze eksploracje, minimalizując ryzyko przypadkowych zniszczeń. Tryb ten nie aktywuje się jednak ot tak, więc – dla przykładu – kawał drewna na plaży będzie po prostu kawałem drewna, bo niby czym innym miałby być? Zabytki nie walają się przecież byle gdzie. Lecz choć pogląd ten sprawdza się nieźle nad Bałtykiem, na Svalbardzie nie sprawdza się wcale, bo – używając tego samego przykładu – hałdy drewna dryftowego piętrzące się na wybrzeżach poprzetykane są tu i ówdzie elementami konstrukcyjnymi starych chat, łodzi i statków. Co je wyróżnia? Nietypowy kształt, nieregularne, ręcznie wykonane wcięcia, gniazda i czopy, starannie ryte napisy, zardzewiałe okucia i kute gwoździe, często pokaźnych rozmiarów. Skąd pewność, że to zabytki? Cóż, pewności nie ma, ale szanse są spore, bo już od wielu dekad nikt w Europie nie buduje w taki sposób. Jeśli więc szukasz na Svalbardzie materiału na opał, aktywuj tryb ostrożny i patrz czym palisz, bo brak tabliczek i barierek o niczym tutaj nie świadczy.

Źródłem największego zamętu w temacie ochrony zabytków Svalbardu nie są jednak rozrzucone po okolicy pojedyncze elementy konstrukcyjne, a rozrzucone po okolicy pojedyncze… chaty traperskie. Choć wszystkie mają już za sobą wiele arktycznych zim, tylko niektóre kwalifikują się jako zabytki i tylko niektóre z tych zabytkowych objęte są aktywną ochroną. W rezultacie, chaty z początku XX wieku potrafią być w lepszym stanie niż te, które postawiono pół wieku później. Nie daj się jednak zwieść pozorom. Dobry stan techniczny obiektów nie oznacza wcale, że możesz wbijać do środka jak do siebie i robić tam co dusza zapragnie. Z wyjątkiem sytuacji kryzysowych, z chat stanowiących dziedzictwo kulturowe korzystać można wyłącznie za zgodą Gubernatora. Należy też pamiętać o obostrzeniach, które – jak już wiesz – dotyczą zarówno samych zabytków, jak i ich stref ochronnych. Ale to nie koniec pułapek. Ponieważ status zabytku przysługuje obiektom bez względu na ich kondycję, zawalone zabytkowe budynki nie tracą nic ze swoich przywilejów. Jeśli więc natkniesz się na Svalbardzie na ex-chatę w formie bezładnej sterty drewna i zardzewiałych sprzętów nie traktuj jej ani jako składu drewna opałowego, ani jako źródła darmowych gadżetów, ani też jako góry śmieci do uprzątnięcia. Zawalony zabytek wciąż jest zabytkiem, a ingerencja w jego kształt to wykroczenie podlegające karze.

Chcesz dowiedzieć się więcej o chatach traperskich w rejonie Hornsundu i terenowym savoir-vivre?
Mamy coś w sam raz dla Ciebie.

Jak więc widać, ochrona dziedzictwa kulturowego na Svalbardzie nastręcza w praktyce pewnych trudności, bo rozpoznawanie zabytków w zabytkach wymaga uważności i wprawy. W obrębie południowego Spitsbergenu, gdzie realizowany był projekt New Dimensions, z nieoczekiwaną pomocą w tym temacie przychodzi jednak inny, być może nadrzędny zestaw zasad. Obszar ten jest bowiem parkiem narodowym, gdzie – jak w większości parków – podstawowe zasady odpowiedzialnego obcowania z przyrodą można streścić w trzech słowach: NIE ZOSTAWIAJ ŚLADÓW. Niepożądanym śladem są śmieci, wydeptane ścieżki, wyrwy w tundrze, kopczyki z kamieni, napisy typu Zdzisiek tu był, ale także każda reorganizacja przestrzeni, a nawet puste miejsca po przedmiotach, które jakimś cudem trafiły do Twojej kieszeni. Dlatego, jeśli rozpoznawanie zabytków nie jest Twoją mocną stroną, a wolisz nie mieć żadnego na sumieniu, pamiętaj, żeby w Parku Narodowym Południowego Spitsbergenu nie zostawiać po sobie żadnych śladów. Problem ochrony miejscowych zabytków rozwiąże się wtedy sam.

Zanim ruszysz na Svalbard po przygodę życia, zapraszamy Cię w wirtualną podróż w rejon, gdzie – z perspektywy historii archipelagu – wszystko się zaczęło. Płynący z kontynentu żeglarze, wielorybnicy i łowcy, natrafiali najpierw na południowe krańce Spitsbergenu, a następnie – wzdłuż wolnych od lodów zachodnich brzegów wyspy – posuwali się dalej na północ. Do pierwszego udokumentowanego historycznie zejścia na ląd doszło w rejonie dzisiejszego Hornsundu, więc i my właśnie tam rozpoczęliśmy przygodę z projektem New Dimensions. Teraz pora na Ciebie.

Tekst: Barbara Jóźwiak, Fundacja forScience

Obszar realizacji projektu New Dimensions
Mapa: Jakub Wawrzak

Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy – tak jak Twoja wirtualna przygoda z dziedzictwem kulturowym Svalbardu. No chyba, że jesteś gotów, gotowa, wcielić się w rolę naukowca i wniknąć w temat jeszcze głębiej dzięki zebranym w ramach projektu danym. Potraktuj je jako alternatywną wersję opowieści, którą właśnie kończysz, opowiedzianą z pomocą arkuszy kalkulacyjnych, plików shapefile, chmur punktów i podobnych im wynalazków.

Wszystkie dane zebrane w ramach projektu New Dimensions zostały starannie przebrane, posegregowane, opracowane i pogrupowane, a następnie udostępnione w postaci obszernego zestawu materiałów w polskiej bazie danych polarnych POLAR-PL.

Jeśli zastanawiasz się jak uzyskać dostęp do poszczególnych zbiorów, jak się wśród nich poruszać i jak z nich korzystać nie trafiając przy tym na czarną listę Fundacji forScience, zajrzyj do New Dimensions User Guide to Project Data. To Twoja mapa, kompas i instrukcja obsługi w jednym. I choć dostępna jest tylko w języku angielskim, jesteśmy przekonani, że dasz sobie radę.

Poniższa lista to spis polsko- i anglojęzycznych publikacji, z których korzystaliśmy podczas realizacji projektu New Dimensions. Znajdziesz tu wszystko, od barwnych relacji z dawno minionych wypraw, przez wnikliwe opracowania naukowe, po wciągające reportaże. Część z wymienionych tu tekstów pojawiła się w stworzonych przez nas materiałach w postaci bezpośrednich cytacji, cześć nie. Wszystkie natomiast pomogły nam rozeznać się w temacie, jako tako połapać się w gąszczu historycznych faktów, naukowych hipotez i uwarunkowań ekonomiczno-politycznych, a następnie podać je dalej w nowej, gotowej do spożycia wersji – apetycznej z wyglądu, soczystej z treści i intelektualnie odżywczej. A jeśli przy okazji narobiliśmy Ci smaka na więcej, czytaj dalej. Na zdrowie.

Albrethsen, S. E. (1989) Archaeological investigations of 17th century whaling on Svalbard. Acta Borealia: A Nordic Journal of Circumpolar Societies, 6(1), 43–51. DOI: 10.1080/08003838908580365

Albrethsen, S. E., Arlov, T. B. (1988) The discovery of Svalbard – a problem reconsidered. Fennoscandia archaeologica, 5, 105–110.

Arlov, T. B. (2005) The discovery and early exploitation of Svalbard. Some historiographical notes. Acta Borealia: A Nordic Journal of Circumpolar Societies, 22(1), 3–19. DOI: 10.1080/08003830510020343

Baranowski, S. (1977) Polskie wyprawy naukowe na Spitsbergen w latach 1970-1974. Sympozjum polarne – 1977, Wrocław 1977, 33–66.

Barr, B. W. (2017) „An ounce of prevention is worth a pound of cure”: adopting landscape-level precautionary approaches to preserve Arctic coastal heritage resources. Resources, 6(2), 18. DOI: 10.3390/resources6020018

Birkenmajer, K. (1961) Pod znakiem białego niedźwiedzia. Nasza Księgarnia, Warszawa 1961.

Bjerck, H. B. (2000) Stone Age settlement on Svalbard? A re-evaluation of previous finds and the results of a recent field survey. Polar Record, 36(197), 97–112. DOI: 10.1017/S003224740001620X

Centkiewicz, A., Centkiewicz, C. (1956) Na podbój Arktyki. Czytelnik, Warszawa 1956.

Chochorowski, J. (1987) Badania archeologiczne w północno-zachodniej części Sørkapplandu (Zachodni Spitsbergen). XIV Sympozjum Polarne, Lublin 1987, 229–235.

Chochorowski, J. (1989) Ślady wielorybnictwa z XVII wieku na Høferpynten a problem organizacji stacji wielorybniczej w Hornsundzie. [w:] XVI Sympozjum Polarne: Dorobek i perspektywy polskich badań polarnych, Toruń 1989, 234–238. ISBN 83-231-0204-X

Chochorowski, J. (1989) Some major problems of the archeological exploration of north-western Sørkapp Land (Spitsbergen). Zeszyty naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego: Prace geograficzne, 81, 179–261.

Chochorowski, J. (1989) The Hornsund whaling station – exploration and conservation problems. Acta Borealia: A Nordic Journal of Circumpolar Societies, 6(1), 21–42. DOI: 10.1080/08003838908580364

Chochorowski, J. (1991) Archeology in the investigation of the history of human activity in the region of Spitsbergen. Polish Polar Research, 12(3), 391–406.

Chochorowski, J. (1999) Problemy dendrochronologii rosyjskich stacji łowieckich na Spitsbergenie / Problems of the dendrochronology of Russian hunting stations on Spitsbergen. Oficyna Cracovia, Kraków 1999. ISBN 83-86957-34-4

Chochorowski, J. (2002) Wpływ zmian środowiska przyrodniczego na stan zachowania archeologicznych zespołów zabytkowych Sørkapplandu / The influence of changes of the natural environment on the state of preservation of archaeological monument complexes in Sørkappland. [w:] Ziaja, W., Skiba, S. (red.) Struktura i funkcjonowanie środowiska przyrodniczego Sørkapplandu (Spitsbergen, Svalbard) / Sørkappland landscape structure and functioning (Spitsbergen, Svalbard). Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2002, 87–106. ISBN 83-233-1592-2

Chochorowski, J. (2008) Odkrywcy i grabieżcy Spitsbergenu. Alma Mater, 99, 245−251.

Chochorowski, J., Jasiński, M. (1989) Badania norwesko-polskiej ekspedycji archeologicznej na Svalbardzie w 1988 roku. [w:] XVI Sympozjum Polarne: Dorobek i perspektywy polskich badań polarnych, Toruń 1989, 241–244. ISBN 83-231-0204-X

Chochorowski, J., Jasinski, M. E. (1988) The structure of the Pomor settlement complex on the Schønningholmane site (Hornsund, West Spitsbergen) archaeological data. Acta Borealia: A Nordic Journal of Circumpolar Societies, 5(1-2), 34–49. DOI: 10.1080/08003838808580355

Chochorowski, J., Jasinski, M. E. (1988) Traces of Pomor nautical penetration on the coasts of northwestern Sørkappland, West Spitsbergen. Acta Borealia: A Nordic Journal of Circumpolar Societies, 5(1/2), 50–69, DOI: 10.1080/08003838808580356

Chochorowski, J., Jasiński, M. E. (1995) Relics of Russian hunting stations on the Dunøyane (West Spitsbergen). Polish Polar Research, 16(3-4), 267–280.

Chochorowski, J., Krąpiec, M. (2017) Dating of Russian hunting stations in South Spitsbergen using dendrochronological and radiocarbon analyses. Radiocarbon, 59(2), 519–530. DOI: 10.1017/RDC.2016.97

Chochorowski, J., Krąpiec, M. (2018) Structure and chronology of Russian hunting stations on the Sørkappland and Hornsund coasts (Spitsbergen). Recherches Archéologique Nouvelle Serie, 9, 137–183. ISSN 0137-3285. DOI: 10.33547/RechACrac.NS9.06

Chochorowski, J., Parczewski, M. (1982) Palffyodden-Sørkappland. Spitsbergen Zachodni. Prow. Svalbard. Informator Archeologiczny: badania, 16, 322–323.

Conway, W. M. (1906) No Man’s Land: A history of Spitsbergen from its discovery in 1596 to the beginning of the scientific exploration of the country. Cambridge University Press.

Conway, W. M. (red.) (1902) Early Dutch and English voyages to Spitsbergen in the seventeenth century. Second series, No. XI. The Hakluyt Society.

Dolnicki, P. (2020) Wybrane pozostałości osadnictwa związane z zasiedlaniem Arktyki na przykładzie Svalbardu. Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis Studia Geographica, 14, 192–202. DOI: 10.24917/20845456.14.13

Flyen, A. C. (2009) Coastal erosion – a threat to the cultural heritage of Svalbard? Polar Research in Tromso: Research Notes, 13−14.

Fotherby, R., Haven, S. F. (1860) Narrative of a voyage to Spitzbergen in the Year 1613, at the charge of the fellowship of the English merchants for the discovery of new trades, commonly called the Muscovy Company, with a description of the country, and the operations of the whale-fishery. John Wilson and Son, Boston 1860. DOI: 10.5962/bhl.title.158823

Hacquebord, L., Avango, D. (2009) Settlements in an Arctic resource frontier region. Arctic Anthropology, 46(1/2), 25–39. ISSN 0066-6939

Hacquebord, L., Steenhuisen, F., Waterbolk, H. (2003) English and Dutch whaling trade and whaling stations in Spitsbergen (Svalbard) before 1660. International Journal of Maritime History, 15(2), 117–134. DOI: 10.1177/084387140301500207

Hagen, D., Vistad, O. I, Eide, N. E., Flyen, A. C., Fangel, K. (2012) Managing visitor sites in Svalbard: from a precautionary approach towards knowledge-based management. Polar Research, 31. DOI: 10.3402/polar.v31i0.18432

Hollesen, J., Callanan, M., et al. (2018). Climate change and the deteriorating archaeological and environmental archives of the Arctic. Antiquity, 92(363), 573–586. DOI: 10.15184/aqy.2018.8

Hultgreen, T. (2002) When did the Pomors come to Svalbard? Acta Borealia: A Nordic Journal of Circumpolar Societies, 19(2), 125–145. DOI: 10.1080/080038302321117551

Hultgreen, T. (2005) The chronology of the Russian hunting stations on Svalbard: A reconsideration. Acta Borealia: A Nordic Journal of Circumpolar Societies, 22(1), 79–91. DOI: 10.1080/08003830510020398

Jasiński, M. E. (1991) Russian hunters on Svalbard and the polar winter. Arctic, 44(2), 156–162.

Jasiński, M. E. (1993) Aspects of archaeological research on Svalbard. XX Polar Symposium: Man impact on polar environment, Lublin 1993, 31–46. ISBN 83-227-0560-3

Jasiński, M. E., Zagórski, P. (2013) Human activity. [w:] Zagórski, P., Harasimiuk, M., Rodzik, J. (2013) The Geographical Environment of NW Part of Wedel Jarlsberg Land (Spitsbergen, Svalbard). Faculty of Earth Sciences and Spatial Management Maria Curie-Skłodowska, 316–359.

Jørgensen, R. (2005) Archaeology on Svalbard: Past, present and future. Acta Borealia: A Nordic Journal of Circumpolar Societies, 22(1), 49–61. DOI: 10.1080/08003830510020370

Jørgensen, R., Bertelsen, R. (1989) Archaeological research on Svalbard and the preservation of historical monuments, a resource crisis? Acta Borealia: A Nordic Journal of Circumpolar Societies, 6(1), 5–9. DOI: 10.1080/08003838908580362

Krauz-Mozer, B. (2008) O co nam chodzi gdy pytamy o prawdę w historii? Państwo i Społeczeństwo, 2, 93–103.

Krawczyk, A. (1985) Remains of seasonal settlement in Sørkappland (Spitsbergen). Zeszyty naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego: Prace naukowe, 63, 115–120.

Krawczyk, A. (1989) Remains of seasonal settlement in Wedel Jarlsberg Land, Spitsbergen. Part I: Northern Hornsund. Zeszyty naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego: Prace geograficzne, 81, 145–164.

Krawczyk, A. (1995) Data for the history of the Dunøyane. Polish Polar Research, 16(3-4), 281–288.

Kubiak, K. (2012) Epizody wojny o pogodę. Niemieckie załogowe stacje meteorologiczne w Arktyce 1941–1945. Wydawnictwo inforteditions, Zabrze – Tarnowskie Góry 2012. ISBN 978-83-89943-96-5

Nicu, I. C., Fatorić, S. (2023) Climate change impacts on immovable cultural heritage in polar regions: A systematic bibliometric review. WIREs Climate Change, 14(3). DOI: 10.1002/wcc.822

Nicu, I. C., Rubensdotter, L., Stalsberg, K., Nau, E. (2021) Coastal erosion of Arctic cultural heritage in danger: A case study from Svalbard, Norway. Water, 13(6), 784. DOI: 10.3390/w13060784

Piasecki, K. (2014) Pomorcy wczoraj i dziś. Słowiański etnos na wybrzeżach Północy. Roczniki Socjologii Morskiej, 23, 78–101. ISSN 0860-6552

Reymert, P. K. (1979) Cultural monuments on Svalbard. Polar Record, 19(121), 337–342. DOI: 10.1017/S0032247400002096

Reymert, P. K., Moen, O. (2015). Fangsthytter på Svalbard 1794–2015. Svalbard museum, Longyearbyen 2015. ISBN 978-82-994451-4-6

Shumilov, O. I., Kasatkina, E. A., Krąpiec, M., Chochorowski, J., Szychowska-Krąpiec, E. (2020) Tree-ring dating of Russian Pomor settlements in Svalbard. Dendrochronologia, 62. DOI: 10.1016/j.dendro.2020.125721

Starkov, V. F. (1988) Russian sites on Spitsbergen and the problem of chronology. Fennoscandia archaeologica, 5, 111–116.

Starkov, V. F. (1989) Soviet archeological expedition studies on the archipelago of Svalbard results and prospects. Acta Borealia: A Nordic Journal of Circumpolar Societies, 6(2), 42–46. DOI: 10.1080/08003838908580374

Starkov, V. F. (1993) Russian sites on Spitsbergen. XX Polar Symposium: Man impact on polar environment, Lublin 1993, 103–109. ISBN 83-227-0560-3

Thuestad, A. E., Tømmervik, H., Solbø, S. A. (2015) Assessing the impact of human activity on cultural heritage in Svalbard: a remote sensing study of London. The Polar Journal, 5(2), 428–445. DOI: 10.1080/2154896X.2015.1068536

Wiśniewska, I. (2014) Białe. Zimna wyspa Spitsbergen. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014. ISBN 978-83-7536-829-1

Zavyalov, V. I. (1989) Excavation methods employed to study old Russian settlements and their specific features in studying Pomor complexes on Svalbard. Acta Borealia: A Nordic Journal of Circumpolar Societies, 6(2), 47–51. DOI: 10.1080/08003838908580375

Ziaja, W. (1993) Discovery of remains of settlement in Bettybukta, SE Sørkappland, Spitsbergen. XX Polar Symposium: Man impact on polar environment, Lublin 1993, 121–123. ISBN 83-227-0560-3

Ziaja, W. (1995) Environmental changes and remains of human activity in the south-eastern Spitsbergen. Il Polo, 4, 38–43.

Ziaja, W. (2002) Zmiany w strukturze środowiska przyrodniczego Sørkapplandu / Changes in the landscape structure of Sørkappland. [w:] Ziaja, W., Skiba, S. (red.) Struktura i funkcjonowanie środowiska przyrodniczego Sørkapplandu (Spitsbergen, Svalbard) / Sørkappland landscape structure and functioning (Spitsbergen, Svalbard). Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2002, 18–50. ISBN 83-233-1592-2

Ziaja, W. (2006) Archeological heritage sites in Bettybukta (Sørkappland). Archeological researches in Spitsbergen and the International Polar Year: Abstracts of the scientific conference Barentsburg (Spitsbergen), TAUS, Moscow 2006, 77–79.

Ziaja, W. (2009) Sørkappland jako obszar badań wypraw naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego na Spitsbergen. [w:] Górka, Z., Zborowski, A. (red.) Człowiek i rolnictwo: profesorowi Czesławowi Guzikowi w 70. rocznicę urodzin. Instutut Geografii i Gospodarki Przestrzennej Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2009, 371–379. ISBN 978-83-88424-43-4

Projekt został zrealizowany ze środków Svalbard Environmental Protection Fund.