Nie zawsze z prądem

Z projektem jak z dzieckiem. Zanim zabraliśmy się do dzieła, pomysł wydawał nam się przedni, wymagany nakład pracy i zaangażowania – rozsądny, a perspektywa satysfakcji na zakończenie dobrze wykonanej roboty – nieodparcie kusząca. Praca nad wnioskiem dała nam dużo frajdy, miesiące oczekiwania na decyzję ze Svalbard Environmental Protection Fund ciągnęły się w nieskończoność, a później była już tylko radość z przyznanego grantu i… zderzenie z rzeczywistością. Nawet w porywach najczarniejszego pesymizmu nie przypuszczaliśmy, że przygotowania do realizacji projektu będą wymagały tyle czasu, energii i determinacji.

Pracy jest mnóstwo i choć uwijamy się jak możemy, w miejsce każdego wykonanego zadania natychmiast pojawiają się dwa nowe. Poza tym, nie wszystko idzie zgodnie z planem.

Jakiś czas temu, w ciągu zaledwie kilku tygodni, straciliśmy dwa cenne kontakty na Svalbardzie. Pierwszy z nich, Margrete Keyser ze Svalbard Science Forum, nieoczekiwanie odeszła ze stanowiska. Mamy nadzieję, że jest to tylko tymczasowa nieobecność i że Margrete wróci z nowym zapasem energii i entuzjazmu, dając nam szansę na odnowienie współpracy w tym lub w przyszłym roku. W drugim przypadku nie możemy niestety liczyć na odnowienie współpracy. Sarah Auffret – przedstawiciel d.s. środowiska Stowarzyszenia AECO, która bezinteresownie dokładała starań, żeby rozpromować Sørkapp Marine Litter Cleanup i pomóc nam z logistyką – zginęła tragicznie w katastrofie samolotu etiopskich linii lotniczych, który rozbił się niedaleko Addis Abeby 10-ego marca.

Sarah Auffret
© AECO

Jakby tego było mało, ze względu na niespodziewanie duże zapotrzebowanie, Polska Stacja Polarna Hornsund musiała wycofać się ze złożonej jeszcze w zeszłym roku obietnicy i odmówiła wypożyczenia nam broni, kombinezonów wypornościowych i pontonu, bez których nic na Sørkappie nie zdziałamy. Nie obawiajcie się jednak. Bez względu na wszystko, nie dajemy za wygraną i ostro przemy do przodu.

Do tej pory udało nam się, między innymi, uporać z największym wyzwaniem tej wyprawy, czyli transportem. Brzmi banalnie? Poczekajcie aż przeczytacie ile spraw musieliśmy ogarnąć, żeby móc się tym przed Wami pochwalić!

W ramach przygotowań transportowych, zorganizowaliśmy przewóz dwóch ton (!) sprzętu i zaopatrzenia z Gdyni do Hornsundu. Zapasy moglibyśmy teoretycznie zrobić w Longyearbyen, ale jest tam tylko jeden większy sklep, w którym wybór jest ograniczony, a ceny astronomiczne. W rezultacie wszystko, co może nam się przydać, zabieramy ze sobą z Polski. Pomoże nam w tym Naviga Krzysztof Makowski Sp. z o.o., która od ponad 20 lat obsługuje polskie wyprawy polarne.

Ustalenie listy sprzętu i zaopatrzenia to wyzwanie samo w sobie. Jeśli na miejscu okaże się, że o czymś zapomnieliśmy, naszą jedyną nadzieją będzie Polska Stacja Polarna Hornsund, położona po drugiej stronie fiordu. Wspomniany już sklep w Longyearbyen będzie raczej poza naszym zasięgiem, bo „taksówka” tam i z powrotem kosztuje bagatela 15.000 PLN!

Miejscowa „taksówka”, czyli speedboat
© Fundacja forScience

Odpowiednio zabezpieczone pakunki popłyną na Svalbard statkiem naukowo-badawczym Horyzont II, należącym do Akademii Morskiej w Gdyni. Horyzont II dostarcza zaopatrzenie dla Polskiej Stacji Polarnej, co jest nam bardzo na rękę, ale pojawia się tam zaledwie dwa razy do roku! My na jego pokładzie pokonamy tylko ostatni fragment trasy, z Longyearbyen do Hornsundu. Do Longyearbyen dostaniemy się samolotem (za bilety musieliśmy niestety zapłacić z własnej kieszeni), bo kilkugodzinny przelot przemawiał do nas zdecydowanie bardziej niż tygodniowy rejs, zwłaszcza że chodziło tu o rejs nie czym innym, jak właśnie Horyzontem II1.

Statek naukowo-badawczy Horyzont II
© Fundacja forScience

Po zakończeniu prac terenowych, do cywilizacji zabierze nas kapitan Eugeniusz Moczydłowski jachtem Magnus Zaremba. Wszystko wskazuje na to, że zebrane przez nas śmiecie (zakładamy około 30 m3, ale nie pytajcie na jakiej podstawie, bo tego akurat sami nie jesteśmy pewni) będą musiały poczekać w Polskiej Stacji Polarnej Hornsund na powrót Horyzonta II. W rezultacie, do portu w Longyearbyen trafią pod koniec sierpnia, skąd zostaną przetransportowane do miejscowego zakładu utylizacji. Tym – jak się okazało – zajmie się sam zakład, bo według zasad panujących na Svalbardzie, wszystkie śmiecie morskie zebrane w ramach akcji oczyszczania wybrzeża są odbierane i utylizowane na koszt Svalbard Environmental Protection Fund. Brawo!

Kapitan Eugeniusz Moczydłowski i jego jacht Magnus Zaremba
© Eugeniusz Moczydłowski

Ale to nie wszystko! Transport to też wspominany już ponton, którym podczas trwania prac terenowych będziemy na bieżąco zwozić zebrane śmiecie (a – w razie potrzeby – również wyzutych z energii uczestników projektu) do Strasznie Zmurszałej Chaty. Pontonu użyczy nam Zakład Ekologii Morza Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk, za co serdecznie dziękujemy!

Oprócz szeroko-pojętych kwestii transportowych, załatwiliśmy też większość formalności, w tym:

  • wyjaśniliśmy wszelkie wątpliwości dotyczące zasad gospodarowania środkami, które otrzymaliśmy (czy raczej: otrzymamy) od Svalbard Environmental Protection Fund;
  • wysłaliśmy wszystkie wymagane wnioski i zgłoszenia do Gubernatora Svalbardu;
  • zdobyliśmy szczegółowe mapy pokazujące rozmieszczenie stanowisk archeologicznych i obiektów klasyfikowanych jako dziedzictwo kulturowe w rejonie, w którym będziemy działać;
  • przeszliśmy (no dobra, jeszcze nie wszyscy, ale już prawie) obowiązkowe szkolenie z obsługi broni palnej2.

Z dobroci serca oszczędzimy Wam szczegółów dotyczących tego ile czasu, energii, e-maili, telefonów, spotkań, negocjacji, formularzy, umów, nerwów i kombinacji wszystko to kosztowało. Nie ma za co!

Na dzisiaj to wszystko, ale już wkrótce wrócimy z kolejną porcją informacji na temat Sørkappu, kontaktów naukowych, które udało nam się nawiązać, oraz międzynarodowej współpracy, dzięki której zwiększymy zasięg i użyteczność projektu Sørkapp Marine Litter Cleanup. Zaglądajcie do nas regularnie, żeby niczego nie przeoczyć!

Przypisy:
1 Horyzont II znany jest wśród załogi i pasażerów jako wańka-wstańka. Co bardziej dosadne ksywki, inspirowane typowymi rezultatami nadmiernego kołysania, nie nadają się niestety do zacytowania.
2 Na Svalbardzie, posiadanie broni do ochrony przed niedźwiedziami to nie fanaberia, a prawny wymóg.

Facebook